czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 2

 To jedno zdarzenie, pozornie niewinne, zapoczątkowało ciąg następnych, toczących się już pięć lat. Zderzenie się Lily i Jamesa w przedziale spowodowało, że dziewczyna nie mogła pozbyć się czarnowłosego natręta. Od tamtej chwili nie było dnia, w którym nie usłyszała, tak już przewidywalnej kwestii Pottera "Evans, umówisz się ze mną?" Odpowiedź była oczywista, lecz chłopak ciągle wierzył, że kiedyś zdobędzie rudowłosą, która i tak miała już wielu wielbicieli. Pomimo to, że był to pan Wspaniały Potter, mistrz Quiditcha, przystojny, z potarganymi włosami i uwodzicielskim spojrzeniem... no, ale Lily miała o nim z goła inną opinię. Dla niej, był jedynie upartym, bezmyślnym, aroganckim dupkiem, który nie szanuje zdania i uczuć innych osób.
                                                                            ~*~
 Lily siedziała właśnie w Wielkiej Sali, próbując skupić się na tym, co mówi dyrektor. Nie było to jednak łatwe. Jej myśli ciągle odpływały do pewnego zdarzenia z końca czerwca... Jak on mógł tak ją nazwać? Czy Severus naprawdę tak myślał? Jeśli z powodu złości powiedział to z taką łatwością, to czy za jej plecami to się nie zdarzało? Szlama... Wtedy nie był przyjacielem, byłby nim nadal gdyby nie to jedno, głupie słowo, które zmieniło wszystko. Nadal czasami miała ochotę rzucić mu się na szyję, porozmawiać jak dawniej, ale wtedy wszystko sobie przypominała i znów patrzyła na niego jak na zwykłego Ślizgona.
 No i był jeszcze Potter. Nie dość, że zniszczył jedną z największych przyjaźni, jaką kiedykolwiek kogoś obdarzyła, on nadal nie chciał się odczepić. CZEMU? Czemu musiał zakochać się właśnie w niej? Zakochać... Nie wiedziała czy to odpowiednie słowo. Chyba nie, on chciał ją tylko "zdobyć" i rzucić, ta jak wszystkie inne, nic nieznaczące dla niego dziewczyny.
 - Evans umówisz się ze mną?- usłyszała głos Pottera tuż przy swoim uchu. Wyrwał ją z zadumy, a ona spostrzegła właśnie, że uczta dobiega już końca.
 - NIGDY się z tobą nie umówię, Potter. Czy naprawdę nie dotarło to do ciebie przez te pięć lat? Myślałam, że przynajmniej ostatnie wydarzenia cię czegoś nauczyły. Ale nie, bo Pan Potter nadal musi zatruwać mi życie- powiedziała zdenerwowana Ruda.
 -Tak ładnie wyglądasz gdy się złościsz- powiedział James niczym nie zniechęcony, z huncwockim uśmieszkiem, a Lily minimalnie poczerwieniała.
 - Zarumieniłaś się, skarbie. - tym razem Potter mówił szeptem, a ich głowy znajdowały się tuż obok siebie. Evans zesztywniała czując jego oddech na szyi. Nie wiedziała czemu, ale przez parę sekund nie mogła się ruszyć. Na szczęście czarnowłosy odsunął się od niej szybko, a ona znów odzyskała czucie.
 Lily szybko wstała, bo czuła, że nie zniesie więcej przebywania w pobliżu Pottera, a zaraz po niej podniosły się z miejsc jej najlepsze przyjaciółki - Kate Williams i Dorcas Meadowes. We trzy ruszyły żwawo do wyjścia z Wielkiej Sali. Udało im się jednak usłyszeć ciche słowa Jamesa:
 - Kocha mnie. - wypowiedziane z przekonaniem do Łapy.
 Zielonooka prychnęła cicho, jeszcze szybciej krocząc ku drzwiom. Czuła, że spojrzenia wszystkich osób w pomieszczeniu spoczywają na niej, jak przy większości takich sytuacji, lecz ona starała się tym nie przejmować, przyzwyczaiła się.
 Po piętnastu minutach była już w dormitorium wraz z przyjaciółkami.
 - Przeklęty Potter. - rzuciła krótko, zwalając się na łóżko.
 - Nie martw się, może sobie w końcu odpuści...- powiedziała Dor.
 - Czy my mówimy o tym samym Potterze? Bo mi się wydaje, że ten, o którym ja myślę, nie odpuści sobie nigdy, ale ja też nie mam takiego zamiaru.
 - Lil, musisz go po prostu olać- tym razem odezwała się Kate.
 - Myślisz, że nie próbowałam?
 -To może spróbuj go lepiej poznać, zaprzyjaźnić się. Możliwe, że nie jest aż takim idiotą, za jakiego go uważasz. Może się zmieni? Nie wiesz tego.
 - Nie ,nie, nie. Czy was Bóg opuścił? Mówimy tu o POTTERZE. P-O-T-T-E-R. Ja nie umiałabym przebywać z nim nawet przez dziesięć minut bez zdenerwowania co dopiero się z nim zaprzyjaźniać.
 - Zrobisz jak będziesz chciała. - rzekła Dorcas ze zrezygnowaniem. - Możesz mieć nadzieję, że się zmieni, albo go olewać. No i jest też możliwość, żeby zmienić do niego nastawienie, ale to Ci się chyba nie uda...
 - Jakbym nie wiedziała. Ja naprawdę nie wiem jak wytrzymałam z nim te pięć lat. Sorry dziewczyny, ale jestem zmęczona, a jutro pierwszy dzień więc wolałabym już nie rozmawiać o Potterze. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. - Dobranoc!
 -Dobranoc Lily!- rzekły chórem jej przyjaciółki.
 Przez chwilę myślała jeszcze o dzisiejszych wydarzeniach, ale zaraz odpłynęła...
                                                                               ~*~
 Lily powoli rozchyliła powieki i spojrzała na budzik. W pół do szóstej!? Przecież nigdy tak wcześnie nie wstawała. Ospale zwlokła się z łóżka i postanowiła wykorzystać fakt, że przyjaciółki jeszcze smacznie spały i pójść do wolnej łazienki. Opłukała twarz zimną wodą i wytarła ją w puchaty ręcznik. Zawsze robiła tak z rana, aby się rozbudzić. Po trzydziestu minutach wyszła już ubrana do pokoju. Dor i Katie nadal nie wstawały z łóżek, a ona nie miała zamiaru ich jeszcze budzić. Była dopiero siódma, a lekcje zaczynały się o dziewiątej.
 Zeszła po schodach do pokoju wspólnego i z zadowoleniem stwierdziła, że nikogo w nim jeszcze nie ma. Zajęła swoje ulubione miejsce na fotelu przy kominku, podwinęła nogi i oparła brodę na kolanach wpatrując się w wesoło trzaskający ogień. Po kilkunastu minutach usłyszała kroki. Odwróciła się i zobaczyła coś, co automatycznie zepsuło jej poranek. Potter. Skrzywiła się i odwróciła wzrok.
 -Hej Lilka.- powiedział James. A ona miała nadzieję, że jej nie zauważy...
 -Czego, Potter?- odburknęła.
 -Ktoś tu wstał dzisiaj lewą nogą. A właśnie, co tak wcześnie?- zapytał, z jego twarzy nie schodził uśmiech.
 -Czemu ma Cię to obchodzić, co? Ty też wcześnie wstałeś.-mówiąc to nie odrywała wzroku od ognia.
 -Wiem. Jakoś tak się złożyło. Nie masz zamiaru iść na śniadanie?
 -Na pewno nie z tobą.- odparła z gniewną miną.
 -Weź, nie bądź taka...
 -Odwal się, dobrze? Właśnie zniszczyłeś mi całkiem miły dzień.
 -Dzień się jeszcze nie skończył, jakbyś nie zauważyła. A tak w ogóle, umówisz się ze mną?- powiedział z huncwockim uśmieszkiem.
 -Yhrrr... Potter, nie dociera do Ciebie, że nigdy się z Tobą nie umówię? Daruj już sobie.
 -Nigdy.- rzekł nadal się uśmiechając, a potem odwrócił się na pięcie i po chwili zniknął za dziurą w portretem.
                                                                            ~*~
 Lily ruszyła powoli korytarzem do Wielkiej Sali. Miała wielką nadzieję, że James skończył już śniadanie.
Niestety gdy tylko znalazła się w progu ujrzała czarnowłosego chłopca w okularach flirtującego z jakąś blondynką. Jest takim idiotą, pomyślała, dlaczego codziennie pyta ją o randkę, jeśli i tak nie minie chwila, gdy widzi go roześmianego z inną dziewczyną u boku. I ona miała się z nim umówić?
 Rudowłosa omiotła wzrokiem stół Gryfonów i znalazła miejsce w miarę oddalone od Pottera i podeszła tam. Była bardzo głodna więc gdy tylko usiadła nałożyła jajecznicę na talerz i nalała soku dyniowego do szklanki. Po około pięciu minutach przysiadł się do niej chłopak z brązowymi włosami i dużymi, niebieskimi oczami. Na oko wyglądał na jej wiek.
 -Hej -powiedział. -mam na imię Matt- wyciągnął do niej rękę.
 -Cześć- uśmiechnęła się i uścisnęła wyciągniętą dłoń.- Lily.
 -Wiem- również się uśmiechnął- w końcu jesteś Prefektem.
 -I tylko to sprawiło, że jestem rozpoznawalna?- zapytała podejrzliwie.
 -Nie tylko to, przecież to za tobą James Potter ugania się od pięciu lat.- rzekł z rozbawieniem.
 - Nawet nie wspominaj.- powiedziała ze znużeniem.- Jest takim palantem...
 - Przynajmniej umie grać w Quiditcha.
 -Ty też umiesz. Jesteś obrońcą, prawda?
 -No tak. I co w związku z tym?
 - I jakoś nie jesteś palantem.
 - Mam nadzieję.
 Oboje wybuchnęli krótkim śmiechem.
  - Miałabyś może ochotę pójść ze mną w sobotę na spacer po błoniach?
 Lily zastanowiła się chwilę.
 - Jasne, czemu nie?
 -Super. Ja idę, śpieszę się na zielarstwo..- powiedział i na pożegnanie pocałował ją w policzek.
 Lily przez chwile była tak oszołomiona że nie zauważyła jak Matt odchodzi. Nie spodziewała się tego, ale po namyśle stwierdziła, że to miły chłopak i cieszy się z ich sobotniego spaceru.
                                                                          ~*~
 Idąc na eliksiry myślała o tym, jak dobrze że James jej nie zauważył. Zwykle starał się niszczyć każde jej spotkanie z innym chłopakiem niż on. Był taki nieznośny, niszczył jej wszystkie związki, bo nikt przecież nie chciał się narażać cudownemu Potterowi. Gdy dotarła do Lochów pod klasą czekało już sporo uczniów, lekcja miała zacząć się za 5 min. Odszukała wzrokiem Dorcas, której nie widziała na śniadaniu.
 -Hej, Dor.
 -O, cześć. Co tak wcześnie wstałaś?
 -Sama nie wiem, ale cieszę się, że tak się stało. Potem ci opowiem.- powiedziała z uśmiechem.
 -Czemu nie teraz?- zdziwiła się Dor.
 -Bo nie ma tu Kate. No, właśnie. Szkoda, że nie uczy się już eliksirów.- rzekła Lily ze zmartwieniem.
 -No...ale nigdy nie miała szczęścia do tego przedmiotu, przecież wiesz.- zachichotała.-Przynajmniej mamy razem OPCM, transmutacje, historię magii...
 -Tak, wiem- Lil również się zaśmiała- całą resztę przedmiotów, które kontynuujemy.
 Nagle rudowłosa zobaczyła trójkę chłopców stojących trochę dalej od reszty i śmiejących się z czegoś.
 -Co, u diabła Black i Potter tutaj robią?!-zapytała zdenerwowana.- Lupina jeszcze zrozumiem, ale oni? Jakim cudem zdali?
 -Nie mam pojęcia, ale widzę że ktoś znowu zapomniał się uczesać- powiedziała Dorcas, którą bawiła trochę wściekłość przyjaciółki.- Wyluzuj, to tylko...- nie zdążyła do kończyć, bo Lily wpadła jej w słowo.
 -Jak mam wyluzować? Eliksiry to mój ulubiony przedmiot, a teraz będę musiała użerać się na nim z tą trójką. Jestem pewna, że już coś knują- powiedziała z zaciętą miną.- Mogłabyś może zapytać Blacka na jakich jeszcze lekcjach zaszczycą nas swoją obecnością?- zwróciła się do koleżanki.
 -Czemu prosisz mnie, żebym pytała go o coś?- oburzyła się.
 -Och, po prostu wiem, że on i Potter nie wyprowadzą cię z równowagi.
 -Dobra, ale wisisz mi kremowe piwo.- powiedziała z uśmiechem.
 -Nie ma sprawy, po prostu nie chce więcej niemiłych niespodzianek do końca dnia.
 Potem oparła się o ścianę i patrzyła, jak jej przyjaciółka podchodzi do chłopaków.
                                                                              ~*~
   

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 1




 W przedziale pociągu „Hogwart Express” siedziała jedenastoletnia, rudowłosa dziewczynka o kremowej cerze, na której widniało mnóstwo piegów, zdecydowanie odróżniających się od reszty twarzy. Miała również piękne, zielone oczy, w kształcie migdałów. Naprzeciwko niej, wygodnie usadził się dość chudy i średniego wzrostu chłopiec, posiadający ziemistą cerę i tłuste, czarne włosy, sięgające do ramion. Oczy natomiast miał ciemne - bardzo ciemne, których kolor można było spokojnie porównać do włosów. Rozmawiali ze sobą wyraźnie podnieceni, choć na twarzy chłopca można było zauważyć lekkie znużenie, zapewne z tego powodu, iż po raz chyba setny, opowiadał przyjaciółce to samo, a mianowicie wszystko, co wiedział o Hogwarcie. Dziewczynka była bardzo podekscytowana, ponieważ dzisiaj miała pierwszy raz przekroczyć próg nowej szkoły, o której parę miesięcy temu nie miała nawet pojęcia. Nie wiedziała czym jest magia. Żyła w normalnej, mugolskiej rodzinie. O niej jednak nie można było powiedzieć, że jest całkowicie normalna. List z Hogwartu, dostała w połowie lata, co było to dla niej prawdziwym zaskoczeniem. Niestety nie odbiło się to dobrze na relacjach Lily ze swoja siostrą Petunią. Od tego czasu, ta druga znienawidziła ją, a jedyne, co słyszała od niej od czasu dostarczenia przez sowę wiadomości to to, że jest zwykłym dziwadłem. Tak przynajmniej twierdziła Petunia. Lily w głębi serca wiedziała, że ta reakcja na magiczne uzdolnienia rudowłosej, została wywołana niczym innym jak zazdrością. Zazdrością o to że siostra umiała coś więcej od drugiej. Lily była pewna, że to właśnie o to chodzi, ale przecież nie cofnie czasu...
 Po chwili rozmowy , Lily spojrzała na mijany za oknem krajobraz. Jej zachwytom nie było końca, bo wpatrywała się w niego dosyć długo. Nie zdziwiło to jednak Severusa. Delikatnie szturchnął ją w ramię, wyrywając ją z zadumy.
 - Wybacz. Zamyśliłam się.  - powiedziała z uśmiechem, choć jej oczy nadal wydawały się być nieobecne.
 - Zdążyłem się zorientować. - rzekł i również posłał jej uśmiech, który rozświetlił jego twarz, a w oczach zapłonęły małe płomyki.- A o czym tak długo rozmyślałaś? 

 Rudowłosa nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo drzwi przedziału otworzyły się nagle z hukiem i wpadł przez nie czarnowłosy, wysoki oraz wysportowany chłopak z okrągłymi, drucianymi okularami. Trudno było stwierdzić, że nie jest przystojny. Wręcz przeciwnie, lecz na zielonookiej nie zrobił specjalnego wrażenia, a to dlatego, że już na pierwszy rzut oka, wyglądał na nadętego, napuszonego lalusia. Tuż za nim dumnie kroczył równie wysoki, co przystojny brunet z włosami do ramion i nonszalanckim uśmiechem, który dodawał mu wytworności. Z pewnością w szkole obaj będą przyciągać uwagę dziewcząt.
 Następnie do przedziału wszedł blady, chudy blondyn. Miał kilka blizn na twarzy, lecz nie ujmowało to jego urodzie. Widać było, że jest bardziej nieśmiały od dwójki kolegów. Po chwili obok niego, pojawił się trochę niższy i pulchniejszy od pozostałych chłopiec. Ten to dopiero był wystraszony. Odbijało się to w jego oczach, które poza lękiem wyrażały również ekscytację.
 - Hej! Jestem James Potter. Możemy z Wami usiąść? Wszędzie pełno ludzi. - Odezwał się czarnowłosy i nie czekając na odpowiedź od razu usadowił się na kanapie. Co prawda, mówiąc to wszystko zwracał się głównie do Lily, na którą już od wejścia zwrócił szczególną uwagę, lecz ona zdawała się tego nie zauważać.
 - Oczywiście, że możecie. - powiedziała dziewczyna z przekąsem.- Ja nazywam się Lily Evans, a to Severus Snape.- kiedy wypowiadała te słowa, nie słychać już w nim było uszczypliwości.
 Sev zdawał się być znudzony całą sytuacją. Jak widać nie ucieszył się z wizyty tej czwórki.
 -Jestem Syriusz Black. - powiedział przystojny brunet - To Remus Lupin... - w tym momencie wskazał na blondyna -.. i Peter Pettigrew - nim, jak już się można było domyśleć, był niski, pulchny, przestraszony chłopiec. Gdy Syriusz wypowiedział jego imię, wydawał się być zaskoczony, że ktoś zwrócił na niego uwagę. Przez chwilę w przedziale zapadła krępująca cisza. Po chwili jednak, głos zabrał chłopiec o czarnych włosach.

- A do jakiego domu chcecie trafić? - zapytał - Bo ja mam nadzieję, że zostanę, przydzielony do Gryffindoru. - powiedział z dumą w głosie. Po chwili dało się usłyszeć zduszone parsknięcie Severusa.
- Coś Ci nie pasuje? - zapytał James z kpiącym uśmieszkiem. - A ty niby gdzie masz zamiar trafić?
 -Ja? Do Slitherinu - rzekł Severus, na co z kolei czarnowłosy odpowiedział miną, w której mieszało się oburzenie i kpina. 

- Chodźcie chłopaki, nie mam zamiaru przebywać w jednym przedziale z przyszłym Ślizgonem. - powiedział tonem, który miał wyrażać wyższość i pogardę. 
- Ale co ty do niego masz? - tym razem odezwała się rudowłosa. - Czy to takie złe, że chce być akurat w tym domu? - rzekła zdenerwowana.
- Ty Evans, lepiej się nie mieszaj. - nakazał James, co kompletnie wytrąciło dziewczynę z równowagi.
- Wstawajcie, wychodzimy. - mówiąc to podniósł się z siedzenia, a po chwili poszła za nim w ślad reszta jego przyjaciół.
- Nadęte lalusie. - parsknęła jeszcze cicho, a czarnowłosy roześmiał się tylko. 

czwartek, 21 listopada 2013

Prolog

 Rudowłosa dziewczyna z zafascynowaniem wpatrywała się w latające po nocnym niebie sowy, które co jakiś czas przysiadały na skrzynce pocztowej. Swoje delikatne dłonie opierała na szybie, pozostawiając na niej ślady. Gdy jedna z sów usiadła przed jej domem, pisnęła cicho i zawołała swoją siostrę.
- Tunia! Patrz! Sowa siedzi przed domem. - krzyknęła, a przy oknie zebrała się całą rodzina przyglądając się jej.
- Ale piękna! - cieszyła się Petunia. - Mamusiu chcę taką na urodziny. - krzyknęła radośnie, spoglądając na rodziców, a jedyny gest jaki otrzymała w odpowiedzi to uśmiech. Matka pogłaskała swoje córki po głowie i łapiąc je za ręce, zaprowadziła do salonu. Ojciec zaś, wyszedł na dwór by przegonić niechciane ptaszysko. Warknął cicho, po czym zauważył białą kopertę z czerwoną pieczęcią. Podniósł ów przedmiot oglądając go.

      Pani L. Evans
      Pokój na 2 piętrze
      Privet Drive 4
      Little Whinging
      Surrey

Koperta była gruba i ciężka. Spokojnym spacerkiem wrócił do swojej rodziny po czym podał ją córce, czule obejmując żonę. 
- Co to tato? - zapytała, wpatrując się swoimi zielonymi i ogromnym jak spodki oczyma. 
- Otwórz. Przekonamy się. 
 Dziewczynka delikatnie rozerwała kopertę wyjmując pergamin, na którym starannym pismem napisano:

Hogwart
Szkoła Magii i Czarodziejstwa

Dyrektor: Albus Dambedlore
(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar, Gł.Mag,
 Najwyższa Szych, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)

Szanowna Pani Evans
Mamy przyjemność poinformowania Panią, iż została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy Pani sowy nie później niż do 31 lipca.

Z wyrazami szacunku 
Minewra McGonagall
Zastępca dyrektora

- To jakiś żart prawda? Tatusiu?