~*~
Lily siedziała właśnie w Wielkiej Sali, próbując skupić się na tym, co mówi dyrektor. Nie było to jednak łatwe. Jej myśli ciągle odpływały do pewnego zdarzenia z końca czerwca... Jak on mógł tak ją nazwać? Czy Severus naprawdę tak myślał? Jeśli z powodu złości powiedział to z taką łatwością, to czy za jej plecami to się nie zdarzało? Szlama... Wtedy nie był przyjacielem, byłby nim nadal gdyby nie to jedno, głupie słowo, które zmieniło wszystko. Nadal czasami miała ochotę rzucić mu się na szyję, porozmawiać jak dawniej, ale wtedy wszystko sobie przypominała i znów patrzyła na niego jak na zwykłego Ślizgona.
No i był jeszcze Potter. Nie dość, że zniszczył jedną z największych przyjaźni, jaką kiedykolwiek kogoś obdarzyła, on nadal nie chciał się odczepić. CZEMU? Czemu musiał zakochać się właśnie w niej? Zakochać... Nie wiedziała czy to odpowiednie słowo. Chyba nie, on chciał ją tylko "zdobyć" i rzucić, ta jak wszystkie inne, nic nieznaczące dla niego dziewczyny.
- Evans umówisz się ze mną?- usłyszała głos Pottera tuż przy swoim uchu. Wyrwał ją z zadumy, a ona spostrzegła właśnie, że uczta dobiega już końca.
- NIGDY się z tobą nie umówię, Potter. Czy naprawdę nie dotarło to do ciebie przez te pięć lat? Myślałam, że przynajmniej ostatnie wydarzenia cię czegoś nauczyły. Ale nie, bo Pan Potter nadal musi zatruwać mi życie- powiedziała zdenerwowana Ruda.
-Tak ładnie wyglądasz gdy się złościsz- powiedział James niczym nie zniechęcony, z huncwockim uśmieszkiem, a Lily minimalnie poczerwieniała.
- Zarumieniłaś się, skarbie. - tym razem Potter mówił szeptem, a ich głowy znajdowały się tuż obok siebie. Evans zesztywniała czując jego oddech na szyi. Nie wiedziała czemu, ale przez parę sekund nie mogła się ruszyć. Na szczęście czarnowłosy odsunął się od niej szybko, a ona znów odzyskała czucie.
Lily szybko wstała, bo czuła, że nie zniesie więcej przebywania w pobliżu Pottera, a zaraz po niej podniosły się z miejsc jej najlepsze przyjaciółki - Kate Williams i Dorcas Meadowes. We trzy ruszyły żwawo do wyjścia z Wielkiej Sali. Udało im się jednak usłyszeć ciche słowa Jamesa:
- Kocha mnie. - wypowiedziane z przekonaniem do Łapy.
Zielonooka prychnęła cicho, jeszcze szybciej krocząc ku drzwiom. Czuła, że spojrzenia wszystkich osób w pomieszczeniu spoczywają na niej, jak przy większości takich sytuacji, lecz ona starała się tym nie przejmować, przyzwyczaiła się.
Po piętnastu minutach była już w dormitorium wraz z przyjaciółkami.
- Przeklęty Potter. - rzuciła krótko, zwalając się na łóżko.
- Nie martw się, może sobie w końcu odpuści...- powiedziała Dor.
- Czy my mówimy o tym samym Potterze? Bo mi się wydaje, że ten, o którym ja myślę, nie odpuści sobie nigdy, ale ja też nie mam takiego zamiaru.
- Lil, musisz go po prostu olać- tym razem odezwała się Kate.
- Myślisz, że nie próbowałam?
-To może spróbuj go lepiej poznać, zaprzyjaźnić się. Możliwe, że nie jest aż takim idiotą, za jakiego go uważasz. Może się zmieni? Nie wiesz tego.
- Nie ,nie, nie. Czy was Bóg opuścił? Mówimy tu o POTTERZE. P-O-T-T-E-R. Ja nie umiałabym przebywać z nim nawet przez dziesięć minut bez zdenerwowania co dopiero się z nim zaprzyjaźniać.
- Zrobisz jak będziesz chciała. - rzekła Dorcas ze zrezygnowaniem. - Możesz mieć nadzieję, że się zmieni, albo go olewać. No i jest też możliwość, żeby zmienić do niego nastawienie, ale to Ci się chyba nie uda...
- Jakbym nie wiedziała. Ja naprawdę nie wiem jak wytrzymałam z nim te pięć lat. Sorry dziewczyny, ale jestem zmęczona, a jutro pierwszy dzień więc wolałabym już nie rozmawiać o Potterze. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. - Dobranoc!
-Dobranoc Lily!- rzekły chórem jej przyjaciółki.
Przez chwilę myślała jeszcze o dzisiejszych wydarzeniach, ale zaraz odpłynęła...
~*~
Lily powoli rozchyliła powieki i spojrzała na budzik. W pół do szóstej!? Przecież nigdy tak wcześnie nie wstawała. Ospale zwlokła się z łóżka i postanowiła wykorzystać fakt, że przyjaciółki jeszcze smacznie spały i pójść do wolnej łazienki. Opłukała twarz zimną wodą i wytarła ją w puchaty ręcznik. Zawsze robiła tak z rana, aby się rozbudzić. Po trzydziestu minutach wyszła już ubrana do pokoju. Dor i Katie nadal nie wstawały z łóżek, a ona nie miała zamiaru ich jeszcze budzić. Była dopiero siódma, a lekcje zaczynały się o dziewiątej.
Zeszła po schodach do pokoju wspólnego i z zadowoleniem stwierdziła, że nikogo w nim jeszcze nie ma. Zajęła swoje ulubione miejsce na fotelu przy kominku, podwinęła nogi i oparła brodę na kolanach wpatrując się w wesoło trzaskający ogień. Po kilkunastu minutach usłyszała kroki. Odwróciła się i zobaczyła coś, co automatycznie zepsuło jej poranek. Potter. Skrzywiła się i odwróciła wzrok.
-Hej Lilka.- powiedział James. A ona miała nadzieję, że jej nie zauważy...
-Czego, Potter?- odburknęła.
-Ktoś tu wstał dzisiaj lewą nogą. A właśnie, co tak wcześnie?- zapytał, z jego twarzy nie schodził uśmiech.
-Czemu ma Cię to obchodzić, co? Ty też wcześnie wstałeś.-mówiąc to nie odrywała wzroku od ognia.
-Wiem. Jakoś tak się złożyło. Nie masz zamiaru iść na śniadanie?
-Na pewno nie z tobą.- odparła z gniewną miną.
-Weź, nie bądź taka...
-Odwal się, dobrze? Właśnie zniszczyłeś mi całkiem miły dzień.
-Dzień się jeszcze nie skończył, jakbyś nie zauważyła. A tak w ogóle, umówisz się ze mną?- powiedział z huncwockim uśmieszkiem.
-Yhrrr... Potter, nie dociera do Ciebie, że nigdy się z Tobą nie umówię? Daruj już sobie.
-Nigdy.- rzekł nadal się uśmiechając, a potem odwrócił się na pięcie i po chwili zniknął za dziurą w portretem.
~*~
Lily ruszyła powoli korytarzem do Wielkiej Sali. Miała wielką nadzieję, że James skończył już śniadanie.
Niestety gdy tylko znalazła się w progu ujrzała czarnowłosego chłopca w okularach flirtującego z jakąś blondynką. Jest takim idiotą, pomyślała, dlaczego codziennie pyta ją o randkę, jeśli i tak nie minie chwila, gdy widzi go roześmianego z inną dziewczyną u boku. I ona miała się z nim umówić?
Rudowłosa omiotła wzrokiem stół Gryfonów i znalazła miejsce w miarę oddalone od Pottera i podeszła tam. Była bardzo głodna więc gdy tylko usiadła nałożyła jajecznicę na talerz i nalała soku dyniowego do szklanki. Po około pięciu minutach przysiadł się do niej chłopak z brązowymi włosami i dużymi, niebieskimi oczami. Na oko wyglądał na jej wiek.
-Hej -powiedział. -mam na imię Matt- wyciągnął do niej rękę.
-Cześć- uśmiechnęła się i uścisnęła wyciągniętą dłoń.- Lily.
-Wiem- również się uśmiechnął- w końcu jesteś Prefektem.
-I tylko to sprawiło, że jestem rozpoznawalna?- zapytała podejrzliwie.
-Nie tylko to, przecież to za tobą James Potter ugania się od pięciu lat.- rzekł z rozbawieniem.
- Nawet nie wspominaj.- powiedziała ze znużeniem.- Jest takim palantem...
- Przynajmniej umie grać w Quiditcha.
-Ty też umiesz. Jesteś obrońcą, prawda?
-No tak. I co w związku z tym?
- I jakoś nie jesteś palantem.
- Mam nadzieję.
Oboje wybuchnęli krótkim śmiechem.
- Miałabyś może ochotę pójść ze mną w sobotę na spacer po błoniach?
Lily zastanowiła się chwilę.
- Jasne, czemu nie?
-Super. Ja idę, śpieszę się na zielarstwo..- powiedział i na pożegnanie pocałował ją w policzek.
Lily przez chwile była tak oszołomiona że nie zauważyła jak Matt odchodzi. Nie spodziewała się tego, ale po namyśle stwierdziła, że to miły chłopak i cieszy się z ich sobotniego spaceru.
~*~
Idąc na eliksiry myślała o tym, jak dobrze że James jej nie zauważył. Zwykle starał się niszczyć każde jej spotkanie z innym chłopakiem niż on. Był taki nieznośny, niszczył jej wszystkie związki, bo nikt przecież nie chciał się narażać cudownemu Potterowi. Gdy dotarła do Lochów pod klasą czekało już sporo uczniów, lekcja miała zacząć się za 5 min. Odszukała wzrokiem Dorcas, której nie widziała na śniadaniu.
-Hej, Dor.
-O, cześć. Co tak wcześnie wstałaś?
-Sama nie wiem, ale cieszę się, że tak się stało. Potem ci opowiem.- powiedziała z uśmiechem.
-Czemu nie teraz?- zdziwiła się Dor.
-Bo nie ma tu Kate. No, właśnie. Szkoda, że nie uczy się już eliksirów.- rzekła Lily ze zmartwieniem.
-No...ale nigdy nie miała szczęścia do tego przedmiotu, przecież wiesz.- zachichotała.-Przynajmniej mamy razem OPCM, transmutacje, historię magii...
-Tak, wiem- Lil również się zaśmiała- całą resztę przedmiotów, które kontynuujemy.
Nagle rudowłosa zobaczyła trójkę chłopców stojących trochę dalej od reszty i śmiejących się z czegoś.
-Co, u diabła Black i Potter tutaj robią?!-zapytała zdenerwowana.- Lupina jeszcze zrozumiem, ale oni? Jakim cudem zdali?
-Nie mam pojęcia, ale widzę że ktoś znowu zapomniał się uczesać- powiedziała Dorcas, którą bawiła trochę wściekłość przyjaciółki.- Wyluzuj, to tylko...- nie zdążyła do kończyć, bo Lily wpadła jej w słowo.
-Jak mam wyluzować? Eliksiry to mój ulubiony przedmiot, a teraz będę musiała użerać się na nim z tą trójką. Jestem pewna, że już coś knują- powiedziała z zaciętą miną.- Mogłabyś może zapytać Blacka na jakich jeszcze lekcjach zaszczycą nas swoją obecnością?- zwróciła się do koleżanki.
-Czemu prosisz mnie, żebym pytała go o coś?- oburzyła się.
-Och, po prostu wiem, że on i Potter nie wyprowadzą cię z równowagi.
-Dobra, ale wisisz mi kremowe piwo.- powiedziała z uśmiechem.
-Nie ma sprawy, po prostu nie chce więcej niemiłych niespodzianek do końca dnia.
Potem oparła się o ścianę i patrzyła, jak jej przyjaciółka podchodzi do chłopaków.
~*~
No i był jeszcze Potter. Nie dość, że zniszczył jedną z największych przyjaźni, jaką kiedykolwiek kogoś obdarzyła, on nadal nie chciał się odczepić. CZEMU? Czemu musiał zakochać się właśnie w niej? Zakochać... Nie wiedziała czy to odpowiednie słowo. Chyba nie, on chciał ją tylko "zdobyć" i rzucić, ta jak wszystkie inne, nic nieznaczące dla niego dziewczyny.
- Evans umówisz się ze mną?- usłyszała głos Pottera tuż przy swoim uchu. Wyrwał ją z zadumy, a ona spostrzegła właśnie, że uczta dobiega już końca.
- NIGDY się z tobą nie umówię, Potter. Czy naprawdę nie dotarło to do ciebie przez te pięć lat? Myślałam, że przynajmniej ostatnie wydarzenia cię czegoś nauczyły. Ale nie, bo Pan Potter nadal musi zatruwać mi życie- powiedziała zdenerwowana Ruda.
-Tak ładnie wyglądasz gdy się złościsz- powiedział James niczym nie zniechęcony, z huncwockim uśmieszkiem, a Lily minimalnie poczerwieniała.
- Zarumieniłaś się, skarbie. - tym razem Potter mówił szeptem, a ich głowy znajdowały się tuż obok siebie. Evans zesztywniała czując jego oddech na szyi. Nie wiedziała czemu, ale przez parę sekund nie mogła się ruszyć. Na szczęście czarnowłosy odsunął się od niej szybko, a ona znów odzyskała czucie.
Lily szybko wstała, bo czuła, że nie zniesie więcej przebywania w pobliżu Pottera, a zaraz po niej podniosły się z miejsc jej najlepsze przyjaciółki - Kate Williams i Dorcas Meadowes. We trzy ruszyły żwawo do wyjścia z Wielkiej Sali. Udało im się jednak usłyszeć ciche słowa Jamesa:
- Kocha mnie. - wypowiedziane z przekonaniem do Łapy.
Zielonooka prychnęła cicho, jeszcze szybciej krocząc ku drzwiom. Czuła, że spojrzenia wszystkich osób w pomieszczeniu spoczywają na niej, jak przy większości takich sytuacji, lecz ona starała się tym nie przejmować, przyzwyczaiła się.
Po piętnastu minutach była już w dormitorium wraz z przyjaciółkami.
- Przeklęty Potter. - rzuciła krótko, zwalając się na łóżko.
- Nie martw się, może sobie w końcu odpuści...- powiedziała Dor.
- Czy my mówimy o tym samym Potterze? Bo mi się wydaje, że ten, o którym ja myślę, nie odpuści sobie nigdy, ale ja też nie mam takiego zamiaru.
- Lil, musisz go po prostu olać- tym razem odezwała się Kate.
- Myślisz, że nie próbowałam?
-To może spróbuj go lepiej poznać, zaprzyjaźnić się. Możliwe, że nie jest aż takim idiotą, za jakiego go uważasz. Może się zmieni? Nie wiesz tego.
- Nie ,nie, nie. Czy was Bóg opuścił? Mówimy tu o POTTERZE. P-O-T-T-E-R. Ja nie umiałabym przebywać z nim nawet przez dziesięć minut bez zdenerwowania co dopiero się z nim zaprzyjaźniać.
- Zrobisz jak będziesz chciała. - rzekła Dorcas ze zrezygnowaniem. - Możesz mieć nadzieję, że się zmieni, albo go olewać. No i jest też możliwość, żeby zmienić do niego nastawienie, ale to Ci się chyba nie uda...
- Jakbym nie wiedziała. Ja naprawdę nie wiem jak wytrzymałam z nim te pięć lat. Sorry dziewczyny, ale jestem zmęczona, a jutro pierwszy dzień więc wolałabym już nie rozmawiać o Potterze. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. - Dobranoc!
-Dobranoc Lily!- rzekły chórem jej przyjaciółki.
Przez chwilę myślała jeszcze o dzisiejszych wydarzeniach, ale zaraz odpłynęła...
~*~
Lily powoli rozchyliła powieki i spojrzała na budzik. W pół do szóstej!? Przecież nigdy tak wcześnie nie wstawała. Ospale zwlokła się z łóżka i postanowiła wykorzystać fakt, że przyjaciółki jeszcze smacznie spały i pójść do wolnej łazienki. Opłukała twarz zimną wodą i wytarła ją w puchaty ręcznik. Zawsze robiła tak z rana, aby się rozbudzić. Po trzydziestu minutach wyszła już ubrana do pokoju. Dor i Katie nadal nie wstawały z łóżek, a ona nie miała zamiaru ich jeszcze budzić. Była dopiero siódma, a lekcje zaczynały się o dziewiątej.
Zeszła po schodach do pokoju wspólnego i z zadowoleniem stwierdziła, że nikogo w nim jeszcze nie ma. Zajęła swoje ulubione miejsce na fotelu przy kominku, podwinęła nogi i oparła brodę na kolanach wpatrując się w wesoło trzaskający ogień. Po kilkunastu minutach usłyszała kroki. Odwróciła się i zobaczyła coś, co automatycznie zepsuło jej poranek. Potter. Skrzywiła się i odwróciła wzrok.
-Hej Lilka.- powiedział James. A ona miała nadzieję, że jej nie zauważy...
-Czego, Potter?- odburknęła.
-Ktoś tu wstał dzisiaj lewą nogą. A właśnie, co tak wcześnie?- zapytał, z jego twarzy nie schodził uśmiech.
-Czemu ma Cię to obchodzić, co? Ty też wcześnie wstałeś.-mówiąc to nie odrywała wzroku od ognia.
-Wiem. Jakoś tak się złożyło. Nie masz zamiaru iść na śniadanie?
-Na pewno nie z tobą.- odparła z gniewną miną.
-Weź, nie bądź taka...
-Odwal się, dobrze? Właśnie zniszczyłeś mi całkiem miły dzień.
-Dzień się jeszcze nie skończył, jakbyś nie zauważyła. A tak w ogóle, umówisz się ze mną?- powiedział z huncwockim uśmieszkiem.
-Yhrrr... Potter, nie dociera do Ciebie, że nigdy się z Tobą nie umówię? Daruj już sobie.
-Nigdy.- rzekł nadal się uśmiechając, a potem odwrócił się na pięcie i po chwili zniknął za dziurą w portretem.
~*~
Lily ruszyła powoli korytarzem do Wielkiej Sali. Miała wielką nadzieję, że James skończył już śniadanie.
Niestety gdy tylko znalazła się w progu ujrzała czarnowłosego chłopca w okularach flirtującego z jakąś blondynką. Jest takim idiotą, pomyślała, dlaczego codziennie pyta ją o randkę, jeśli i tak nie minie chwila, gdy widzi go roześmianego z inną dziewczyną u boku. I ona miała się z nim umówić?
Rudowłosa omiotła wzrokiem stół Gryfonów i znalazła miejsce w miarę oddalone od Pottera i podeszła tam. Była bardzo głodna więc gdy tylko usiadła nałożyła jajecznicę na talerz i nalała soku dyniowego do szklanki. Po około pięciu minutach przysiadł się do niej chłopak z brązowymi włosami i dużymi, niebieskimi oczami. Na oko wyglądał na jej wiek.
-Hej -powiedział. -mam na imię Matt- wyciągnął do niej rękę.
-Cześć- uśmiechnęła się i uścisnęła wyciągniętą dłoń.- Lily.
-Wiem- również się uśmiechnął- w końcu jesteś Prefektem.
-I tylko to sprawiło, że jestem rozpoznawalna?- zapytała podejrzliwie.
-Nie tylko to, przecież to za tobą James Potter ugania się od pięciu lat.- rzekł z rozbawieniem.
- Nawet nie wspominaj.- powiedziała ze znużeniem.- Jest takim palantem...
- Przynajmniej umie grać w Quiditcha.
-Ty też umiesz. Jesteś obrońcą, prawda?
-No tak. I co w związku z tym?
- I jakoś nie jesteś palantem.
- Mam nadzieję.
Oboje wybuchnęli krótkim śmiechem.
- Miałabyś może ochotę pójść ze mną w sobotę na spacer po błoniach?
Lily zastanowiła się chwilę.
- Jasne, czemu nie?
-Super. Ja idę, śpieszę się na zielarstwo..- powiedział i na pożegnanie pocałował ją w policzek.
Lily przez chwile była tak oszołomiona że nie zauważyła jak Matt odchodzi. Nie spodziewała się tego, ale po namyśle stwierdziła, że to miły chłopak i cieszy się z ich sobotniego spaceru.
~*~
Idąc na eliksiry myślała o tym, jak dobrze że James jej nie zauważył. Zwykle starał się niszczyć każde jej spotkanie z innym chłopakiem niż on. Był taki nieznośny, niszczył jej wszystkie związki, bo nikt przecież nie chciał się narażać cudownemu Potterowi. Gdy dotarła do Lochów pod klasą czekało już sporo uczniów, lekcja miała zacząć się za 5 min. Odszukała wzrokiem Dorcas, której nie widziała na śniadaniu.
-Hej, Dor.
-O, cześć. Co tak wcześnie wstałaś?
-Sama nie wiem, ale cieszę się, że tak się stało. Potem ci opowiem.- powiedziała z uśmiechem.
-Czemu nie teraz?- zdziwiła się Dor.
-Bo nie ma tu Kate. No, właśnie. Szkoda, że nie uczy się już eliksirów.- rzekła Lily ze zmartwieniem.
-No...ale nigdy nie miała szczęścia do tego przedmiotu, przecież wiesz.- zachichotała.-Przynajmniej mamy razem OPCM, transmutacje, historię magii...
-Tak, wiem- Lil również się zaśmiała- całą resztę przedmiotów, które kontynuujemy.
Nagle rudowłosa zobaczyła trójkę chłopców stojących trochę dalej od reszty i śmiejących się z czegoś.
-Co, u diabła Black i Potter tutaj robią?!-zapytała zdenerwowana.- Lupina jeszcze zrozumiem, ale oni? Jakim cudem zdali?
-Nie mam pojęcia, ale widzę że ktoś znowu zapomniał się uczesać- powiedziała Dorcas, którą bawiła trochę wściekłość przyjaciółki.- Wyluzuj, to tylko...- nie zdążyła do kończyć, bo Lily wpadła jej w słowo.
-Jak mam wyluzować? Eliksiry to mój ulubiony przedmiot, a teraz będę musiała użerać się na nim z tą trójką. Jestem pewna, że już coś knują- powiedziała z zaciętą miną.- Mogłabyś może zapytać Blacka na jakich jeszcze lekcjach zaszczycą nas swoją obecnością?- zwróciła się do koleżanki.
-Czemu prosisz mnie, żebym pytała go o coś?- oburzyła się.
-Och, po prostu wiem, że on i Potter nie wyprowadzą cię z równowagi.
-Dobra, ale wisisz mi kremowe piwo.- powiedziała z uśmiechem.
-Nie ma sprawy, po prostu nie chce więcej niemiłych niespodzianek do końca dnia.
Potem oparła się o ścianę i patrzyła, jak jej przyjaciółka podchodzi do chłopaków.
~*~